Witam wszystkich w nowym, świeżutkim, jeszcze pachnącym Nowym Roku!!!
Tak się rozleniwiłam przez ten czas że aż mnie mdli na myśl o powrocie do życia.
Poza tym wszystkiego dobrego z okazji SZÓSTEJ ROCZNICY ISTNIENIE BLOGA :-) Matko, ile to już czasu...
O matko, jak ja tu dawno nie pisałam. :)
Po pierwsze to informuję iż żyję.
Po drugie w sumie nic szczególnie przelomowego się nie zdażyło :-)
Po trzecie: Były święta. Wyjątkowo miłe w tym roku. Spędziałam je całe w jednym miejscu po raz pierwszy od ŁADNYCH paru lat. I było bardzo miło i rodzinnie. I dzieciaki dostały strasznie fajne zabawki którymi (przez my rozumiem głównie tych "starszych" :-P) się potem cały pierwszy dzień Świąt bawiliśmy. Dostałam wyhaczaste (tak, wyhaczaste) słuchawki, książkę Kinga i sporo drobiazgów. Obżarłam się jak prosię.
Po czwarte: Muszę się pochwalić bo po dobrych dwóch czy trzech miesiącach myślenia i kątemplówania dokonałam właśnie (czyt. jakieś 10 minut temu) przełomowego zakupu telefonu komórkowego który nie jest takim złomem jak mój obecny. Oczywiście w ciągu ostatnich 5 godzin które w 100% poświęciłam wertowaniu stron internetowych wszystkich polskich operatorów, forów (fór? for?) poświęconych temu zagadnieniu, ceneo, cokupic i różnych serisów w tym stylu, przez mą główkę przemkło z 1000 opcji i już niemal się zdocydowałam na tę droższa opcje. Potem postanowiłam kupić jednak taki tel jak ma mój ojciec tylko w innym kolorze. W ostatniej chwili zmieniłam zdanie bo doczytałam, że w Plusie musiałabym się jeszcze nachodzić i zapłacić 16zł więc wzięłam w Orange (inny telefon). I w sumie się dobrze składa, bo nie będę miała takiego samego telefonu jak ojciec (chociaż wyglądają niemal identycznie). Ciekawe ile czasu upłynie zanim zacznę tej decyzji żałować. :-)
W związku z powyższym oświadczam, iż zmieniam numer tel (jeszcze nie, ale pewnie po nowym roku jak już go dostanę), więc jakby ktoś chciał go poznać to można stosowne zapytanie wystosować na stary numer. Jak ktoś nie ma starego to znaczy że go nie lubie i nowego też nie dostanie :-).
Po piąte: Nie mam co robić na sylwestra. Żadni moi naprawdę fajni znajomi nie organizują w tym roku, a wszystkie opcje jakie się urodziły odpychają mnie na tyle iż w desperacji zaczełam się wpraszać na impreze koleżanki (że łot?) z którą nie jestem w stanie przetrwać trzech minut bez myśli samobójczych. Tak czy siak, jakby ktoś miał ochotę mnie gdzieś zaprosić to byłabym dźwięczna. Obiecuję być grzeczna :)
Po szóste: Jakby się ktoś zastanawiał nad spóźnionym prezentem światecznym dla mnie, albo może już myśli nad prezentem imieninowym (18.01 :-P), albo gratulacjami z okazji napisania notki na (chwila na policzenie) szóstą rocznicę istnienia bloga tutaj jest moja aktualna wish list:
- ksiązki: "A little bit Wicked" Kristin Chenoweth (16,50$), "American on Purpose" Craig Ferguson (17,15$)
- DVD: "The Cactus Cuties LIVE at the Cactus 2009" (25$), "Glee season 1 vol 1" (24,49$),
Lojalnie uprzedzam, iż do powyżsych należy doliczyc koszty transportu (~15$) i inne opłaty jako iz w Europie są one raczej niedostępne. Poza tym płyta CC jest narazie niedostępna dla ludzi spoza wielkiej i wspaniałej Ameryki. Ale ma być, ja mogę poczekać :-)
Oczywiście wszystkie powyższe (razem i osobno - z akcentem na wszytskie :-P) przyjmuję w formie gotówki: do ręki, czekiem, przelewem na konto, przekazem, gołębiem, paypalem i wszystkimi innymi środkami jakie przyjdą wam do głowy. Będę wspaniałomyślna i się dostosuję :-)
A poważnie to przynajmniej jedna z tych rzeczy (najchętniej książka K. Chenoweth albo DVD Cactus Cuties) zagwarantuje Wam moją dozgonną wdzięczność i wieczne uwielbienie.
Bym zapomniała:
Po siódme: gdzieś tam w międzyczasie (którego nie ma) skończyłam 21 lat. Ale udajmy, że to nieprawda :)
Zatem CU!
Obiecuję napisać coś w najbliższym czasie :P
EDIT: Blog nie pozwolilł mi wkleić znaczków $ przed cyfrę.... warum?
EDIT 2: Czy zmiana szablonu na standarodwy jest oznaką starości czy tylko lenistwa?
blog dodał jakiś wstrętny pasek co wypuwa reklamy.
już ich nie lubię.
chcem mi siem spać
No więc poszłam dzisiaj do kerfura i czytałam sobie taką mądrą książeczkę z opisami na gadu i przeczytałam tam coś fajnego ale już zdążyłam zapomieć.
zainstalowałam sobie twittera i nedal nie widzę w czym tkwi ten cały fenomen (jak zwykle zresztą).
I nadal nie mogę znaleźć sobie takiej pracy którą naprawdę bym chciała.
I w ogóle to strasznie mi sie chce spać (tjaaa...)
(po kolejntch 10 minutach myślenia co napisać)
Zasadniczo nie mam pojęcia co chciałam powiedzieć. Ale daję znać, że żyję :-)